Trudno w kilka dni zwiedzić Istambuł. Można go jedynie odwiedzić i skosztować, by na zawsze pozostawić w pamięci zarys tego niesamowitego miasta, które od 660 r. p.n.e. znane było, jako Bizancjum, a potem (od 330 r. n.e.) - jako Konstantynopol.
Ogrom i potęga Istambułu robi wrażenie od pierwszej chwili, czyli już w drodze z lotniska.
Przyleciałam tu tanimi liniami - Ryanair i Pegasus - z Gdańska z przesiadką i oczekiwaniem w Bonn. Tanie linie lądują na lotnisku Sabiha, którego nazwa pochodzi od imienia i nazwiska pierwszej tureckiej kobiety pilota - Sabiha Gökçen. Port lotniczy Sabiha leży ok. 40 km na wschód od Stambułu. Do miasta najlepiej dojechać autobusami miejskimi E10 lub E11. Podróż w zależności od pory dnia i zakorkowania ulic może zająć od pół godziny (nocą), do trzech godzin, gdy natężenie ruchu jest największe. Moja podróż - do dzielnicy z charakterystyczną Wieżą Galata zajmuje dwie godziny. Autobus zatrzymuje się na licznych przystankach, co też wydłuża przejazd, ale chłonę widoki za oknem, więc nic nie jest w stanie mnie zniechęcić.
Miasto robi niesamowite wrażenie, a jego potęga wręcz przytłacza. Wysiadam w okolicy stacji metra Shisane i stąd już niewielki kawałek drogi dzieli mnie od wspomnianej Wieży Galata. Pochodząca z czasów Bizancjum, niegdyś była latarnią morską, a dziś stanowi swoisty symbol Istambułu i atrakcję turystyczną, zwłaszcza po zachodzie słońca, gdy jest pięknie oświetlana.



Od wieży kilka kroków pozostaje do ulicy Istiaklal. W latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku była ona jedną z głównych ulic handlowych Stambułu, ale obecnie - zamknięta dla samochodów (z wyjątkiem służb miejskich) - stanowi popularny deptak z licznymi sklepami i restauracjami. Jest też trasą przejazdu linii tramwajowej T2 obsługiwanej przez zabytkowy czerwony tramwaj, który przemierza odcinek długości ok. 1,6 km. Zresztą Istambuł zaskakuje na każdym kroku. Wystarczy przejechać się metrem, by nieoczekiwanie napotkać przepiękne freski na jednej ze stacji, czy wyjątkowe ekspozycje fotograficzne na innej. Można także napotkać kolorowe porcelanowe mozaiki na chodniku w centrum miasta, czy zobaczyć pięknie podświetlone instalacje na niejednym sklepie.
Także głowa w górę i oczy szeroko otwarte! :)











Obowiązkowy punkt na mapie Stambułu, to oczywiście niesamowita Hagia Sophia - uznawana za jedno z najpiękniejszych dzieł architektury bizantyjskiej. Niegdyś była świątynią chrześcijańską o randze bazyliki, która powstawała tu w latach 326-360. Budowę rozpoczęto za panowania Konstantyna Wielkiego. Znana wówczas pod nazwą kościoła Mądrości Bożej lub Wielkiego Kościoła - stanowiła najważniejszą świątynię Cesarstwa Bizantyjskiego. Ostatnie nabożeństwo z udziałem prawosławnych i katolików odbyło się 28 maja 1453 roku. Po tym czasie, gdy Konstantynopol został oblężony przez przez Turków osmańskich - miejsce natychmiast zamieniono w meczet. Od lat trzydziestych XX wieku do połowy roku 2020 świątynia pełniła rolę muzeum. Od tego czasu przywrócono jej funkcję meczetu, ale wciąż może być odwiedzana przez turystów, z wyjątkiem godzin przeznaczonych na piątkowe modlitwy. Hagia Sophia robi oszałamiające wrażenie. Jej bogate wnętrze z gigantycznymi żyrandolami może przyprawić o zawrót głowy. Usiądźcie na trochę na podłodze i popatrzcie w górę... Przytłoczy Was przepych i niesamowity "duch" tego miejsca. Po wyjściu obowiązkowa herbata i drożdżówka na ławce z widokiem na Hahia Sophia lub Meczet Błękitny.






