Do Diriyah (Dirijja) trafiłam trochę z ciekawości, a trochę z potrzeby ucieczki od nowoczesnego, rozpędzonego Rijadu. Chciałam zobaczyć miejsce, w którym zaczęła się historia Arabii Saudyjskiej i okazało się, że to jedna z najciekawszych wycieczek, jakie można zrobić bez samochodu.
Z Rijadu do Diriyah dojechałam komunikacją publiczną. To prostsze, niż się wydaje. Z centrum miasta wsiadłam w autobus, który jedzie w kierunku północno-zachodnim, w stronę historycznej oazy. Podróż trwa około 45–60 minut, w zależności od ruchu. Wysiadłam w pobliżu nowego kompleksu turystycznego Diriyah Gate, skąd wszędzie da się dojść pieszo. Dla kogoś bez auta to naprawdę wygodne rozwiązanie. Już po wyjściu z autobusu poczułam zmianę atmosfery. Diriyah to prawdziwa oaza – palmy, zieleń i wadi Hanifah tworzą kontrast wobec pustynnego krajobrazu i szklanych wież Rijadu.
To właśnie tutaj narodziło się pierwsze państwo saudyjskie, a dziś Diriyah jest starannie odrestaurowanym kompleksem łączącym historię z nowoczesną infrastrukturą turystyczną.
Największe wrażenie zrobiło na mnie At-Turaif – historyczna dzielnica wpisana na listę UNESCO. To labirynt glinianych murów, pałaców i fortec zbudowanych w stylu najdi, charakterystycznym dla środkowej Arabii Saudyjskiej. Spacerowałam wśród ruin dawnych rezydencji władców, patrząc na masywne ściany z suszonej cegły, które mimo upływu wieków wciąż robią ogromne wrażenie.
Z tarasów widokowych rozciąga się piękny widok na palmową dolinę i nową część Diriyah. Szczególnie polecam przyjechać tu po południu, kiedy słońce zaczyna miękko podświetlać piaskowe mury – kolory robią się ciepłe, a całość wygląda niemal filmowo. Zwiedzanie At-Turaif jest dobrze zorganizowane: są tablice informacyjne (również po angielsku), wyznaczone trasy spacerowe i miejsca odpoczynku.

















