środa, 4 października 2023

Na krawędzi świata: Góry Tuwaiq i Edge of the World w Arabii Saudyjskiej

 


Wyprawa na Górę Tuwaiq, to jedno z tych doświadczeń, które zostają w pamięci na długo, a punkt widokowy znany jako Edge of the World w pełni zasługuje na swoją dramatyczną nazwę. Już sama droga z Rijad wprowadza w inny świat — asfalt szybko ustępuje szutrowym trasom, krajobraz staje się coraz bardziej surowy, a horyzont otwiera się na bezkres pustyni.
Góry Tuwaiq to w rzeczywistości potężna, ciągnąca się setkami kilometrów skalna krawędź – dawny klif pradawnego oceanu, który miliony lat temu pokrywał tę część Półwyspu Arabskiego. Skały są jasne, wapienne, miejscami postrzępione i popękane, z wyraźnymi warstwami geologicznymi widocznymi jak karty historii Ziemi. Stojąc na krawędzi klifu, ma się wrażenie, że ziemia nagle się kończy, a przed oczami rozlewa się nieograniczona przestrzeń pustyni, znikająca w mlecznej dali.
Sam Edge of the World to nie jeden punkt, ale cała seria naturalnych tarasów i urwisk. Wiatr wieje tu niemal nieustannie, potęgując poczucie wysokości i przestrzeni. Cisza bywa absolutna, przerywana jedynie świstem powietrza i skrzypieniem drobnych kamieni pod stopami. Widoki są monumentalne: pionowe ściany opadają setki metrów w dół, a w oddali widać suche doliny – wadis – którymi niegdyś płynęła woda.
Okolica jest niemal pozbawiona roślinności, ale właśnie ta surowość nadaje jej wyjątkowy charakter. Nieliczne krzewy i akacje trzymają się życia w szczelinach skał, a zmieniające się światło – szczególnie o zachodzie słońca – maluje klify w odcieniach złota, miedzi i różu. To moment, gdy miejsce naprawdę uzasadnia swoją nazwę: linia horyzontu stapia się z niebem, a człowiek czuje się niewielką częścią ogromnej przestrzeni.
Wyprawa na Tuwaiq i Edge of the World nie jest tylko wycieczką krajobrazową. To spotkanie z geologiczną potęgą, ciszą pustyni i skalnym krańcem świata, który uczy pokory wobec natury. Jedno z tych miejsc w Arabii Saudyjskiej, gdzie nowoczesność Rijadu wydaje się odległa o całe epoki.
Niestety docieram tu prawie równo z zachodem słońca, kiedy widoczność jest już mocno ograniczona, ale za to trafiam na lokalną imprezę związaną z obchodami święta niepodległości.